Tak byli więźniowie obozów i robotnicy przymusowi odpłacali Niemcom za wszystko, co ich spotkało Log In. Rocznica historyczna na każdy dzień
08.12.2009. Miasto Wolfsburg, gdzie znajdują się zakłady Volkswagena, postawi pomnik robotnikom przymusowom. W ten sposób mieszkańcy chcą upamiętnić los 20 tysięcy ofiar pracy
Prawie cały nakład książki został bezpłatnie przekazany do bibliotek szkół średnich w całej Polsce. Anna Szydło, “Gazeta Uniwersytecka”, nr 7/37, październik 2005 . Spis treści: lnhalt Włodzimierz Bonusiak, Przedmowa Marian Nawrocki, Słowo wstępne. I. POLSCY ROBOTNICY PRZYMUSOWI W TRZECIEJ RZESZY
Praca przymusowa na Pomorzu w latach 1939-1950. Stan i perspektywy bada ń naukowych oraz edukacji historycznej w Polsce i Niemczech . Dokumentacja wspólnej konferencji Archiwum Miejskiego w Greifswaldzie i Archiwum Pa ństwowego w Szczecinie, która odbyła si ę w Greifswaldzie w dniach 29-30 listopada 2012 r., red.
W licznych fabrykach pracowali robotnicy przymusowi z zajętych przez Niemców krajów. Przede wszystkim fabryki tekstylne, cegielnie i małe zakłady maszynowe były zdane na obcą siłę roboczą. W 1943 doszło wśród rosyjskich robotnic z fabryki kapeluszy Lambert do protestu i strajku ze względu na szykany ze strony dyrekcji manufaktury.
lirik maula ya sholli wasallim daiman abada arab. Na Opolszczyznę do przymusowych robót przywieziono w czasie drugiej wojny światowej pół miliona ludzi. Najczęściej pracowali na roli, zastępując mężczyzn wysłanych na wyliczył opolski historyk prof. Stanisław Senft na teren dzisiejszej Opolszczyzny w latach 1939-1945 trafiło około pół miliona przymusowych robotników, z czego 100 tysięcy Polaków. Dużych obozów pracy, związanych z wielkim przemysłem, było na naszym terenie niewiele. Najbardziej znany jest obóz w Blechhammer, czyli Blachowni (obecnie osiedle Kędzierzyna-Koźla). Większość pracowników trafiła do tzw. bauerów, czyli niemieckich gospodarzy, gdzie najczęściej pracowali na roli. Niewielu z nich pozostawiło jednak po sobie spisane relacje czy wspomnienia. Ich opowieści sporo mówią o życiu codziennym na Śląsku w czasach II wojny światowej, o Niemcach, ich podejściu do faszyzmu i lokalnych wydarzeniach. Polacy byli właściwie w każdej wiosce, choć większość z nich wyjechała albo przed nadejściem radzieckiego frontu, albo zaraz po zajęciu tych ziem przez Rosjan. Mężczyźni byli wcielani do wojska. Przez historyków ich relacje nie są jednak specjalnie docenianym źródłem Janczak trafiła do Prudnika jako 17-letnia dziewczyna wraz z grupą kilkunastu innych osób spod Częstochowy. Był kwiecień 1940 roku. Niemcy szykowały się do kolejnych podbojów, do Wehrmachtu wcielano kolejne roczniki młodych ludzi. Tymczasem w przemyśle i w rolnictwie ktoś musiał pracować, zastępując walczących na wojnie mężczyzn. Niemieckie władze na terenach podbitej Polski zorganizowały sieć urzędów pracy, tzw. Arbaitsamtów, których zadaniem było rekrutowanie miejscowych do prac przymusowych. Kiedy okazało się, ze większość Polaków wcale nie zamierza pracować w Niemczech, do maszyny urzędniczej doszedł policyjno-wojskowy system zdobywania robotników w łapankach Janczak i grupa młodych Polaków dostali bilety kolejowe do Prudnika i przyjechali tu bez żadnej eskorty. Na miejscu trafili do prudnickiego Arbaitsamtu, gdzie zgłosili się po nich gospodarze z dzisiejszych Szybowic. Stefania Janczak trafiła do rodziny Kunze, w której starszy syn był policjantem, a młodszy służył w wojsku. Niemieckie przepisy dość ściśle regulowały sposób postępowania z robotnikami przymusowymi. Należało ich przede wszystkim trzymać na dystans i unikać wszelkich spoufaleń. Tymczasem rodzina Kunze gościnnie przyjęła dziewczynę z Polski. Mogła razem z nimi jeść posiłki. Zaprzyjaźniła się z rówieśnicą - Niemką z sąsiedztwa, która pomogła jej nauczyć się języka. Jedynym mankamentem była faktycznie ciężka praca na roli przez sześć dni w tygodniu. Pracowała jednak ramię w ramię razem ze swoimi gospodarzami. Co roku dostawała też tydzień urlopu, w czasie którego mogła odwiedzić rodzinę pod Częstochową. Pieniędzy nie zarabiała żadnych, ale gospodarz czasem finansował jej zakupy także w jakiś sposób ubezpieczona, bo przymusowi robotnicy korzystali z opieki medycznej. W prudnickim szpitalu był nawet wydzielony boczny pawilon dla Polaków i innych obcych nacji. W sumie pobyt w Szybowicach był na tyle spokojny, że kobieta zdecydowała się ściągnąć do wsi swoją młodszą siostrę, żeby uniknąć wywiezienia jej w zupełnie nieznane miejsce. W 1941 roku, po ataku na Związek Radziecki, na Śląsk zaczęli przyjeżdżać przymusowi robotnicy z Ukrainy i Rosji. W Szybowicach stanowili oni całkiem pokaźną grupę. Jeden z gospodarzy przymykał nawet oko na to, że wieczorami spotykali się pogadać w jego gospodzie. Także w 1940 roku do przymusowej pracy trafił do Nysy 19-letni wówczas Jan Szwarc spod Poznania. W swoich wspomnieniach napisał, że dzięki znajomemu zakonnikowi udało mu się wcześniej załatwić, że trafi do klasztoru franciszkanów w Nysie przy dzisiejszej al. Wojska Polskiego. Robota była ciężka. Szwarc pracował wraz z innymi w gospodarstwie rolnym prowadzonym przez klasztor. Ale przynajmniej zawsze jadł do syta, a w dni świąteczne niemieccy zakonnicy pozwalali całemu swojemu personelowi pomocniczemu spożywać posiłki razem z braćmi. Jan Szwarc bardzo zaprzyjaźnił się z zakonnikami. W czasie zdobywania miasta w marcu 1945 roku część franciszkanów została bestialsko zabita przez żołnierzy radzieckich. - Ja nawet nie zdążyłem moim dobrym braciom podziękować za wszystko dobro, które dla mnie uczynili - napisał we wspomnieniach Jan Szwarc. - Dzięki nim mogłem tą straszną wojnę szczęśliwie przeżyć. Oczywiście były też sytuacje skrajnie odmienne, gdzie przymusowi robotnicy byli bestialsko wykorzystywani. Tuż po wojnie polskie sądy skazały za to ok. 150 Niemców, choć o wielu innych sprawach z pewnością w ogóle nie w skutkach były romanse, jakie zdarzały się dość często pomiędzy miejscowymi a przymusowymi robotnikami. Najczęściej młodzi Polacy zadurzali się ze wzajemnością w młodych Niemkach, z którymi przyszło im razem mieszkać i pracować. I to w sytuacji, gdzie miejscowych chłopców czy nawet mężów praktycznie nie było, bo walczyli tysiące kilometrów od domu. Niemieckie przepisy o czystości rasy karały takie romanse bardzo surowo. W 1946 roku w czasie remontu starego domu we wsi koło miasta Nowe Zamki na Słowacji przypadkowo odnaleziono taśmę filmową, nakręconą w 1941 roku w dzisiejszej Ścinawie Nyskiej. Na jej podstawie w 2002 roku polska ekipa filmowa przygotowała film paradokumentalny dla niemieckich telewizji. Na starej taśmie nagrano rytuał ukarania 16-letniej Polki Bronki i 19- letniego miejscowego chłopca Gerharda, którzy zakochali się w sobie i zostali nakryci. W ich wiosce urządzono publiczne widowisko, przy aplauzie gawiedzi ścięto im włosy, wyprowadzono z miejscowości w workach, boso, opluwanych i znieważanych. Chłopak trafił na front wschodni, a dziewczyna do obozu koncentracyjnego, gdzie ślad po niej zaginął. Mimo takiego propagandowego potępienia, mieszane związki było dość powszednie, choć częściej ukrywane. Stefania Janczak wspomina, że jej niemiecka przyjaciółka Marta Schneider z Szybowic chodziła nocami odwiedzać Józefa Gajczaka z Andrychowa. W innym przypadku także w Szybowicach pewna Niemka zaszła w ciążę z polskim robotnikiem. Ona trafiła do obozu w Auschwitz, gdzie zmarła. Jego zabrało gestapo i przepadł bez wieści. Z innej wioski, po wschodniej stronie Prudnika, znana jest historia Rosjanina, robotnika przymusowego, który miał romans z miejscową dziewczyną. Kiedy Niemka zaszła w ciążę starszyzna wioski namówiła jednego z miejscowych starych kawalerów, żeby się ożenił z dziewczyną i uznał dziecko za swoje. Tym samym uratował życie jemu i pewnie także jej. Robotnikiem przymusowym był także w kilku gospodarstwach w Prudniku i pod Prudnikiem Zdzisław Marchwicki zwany Śląskim Wampirem. W 1975 roku skazano go na śmierć za 23 przestępstwa, w tym 14 zabójstw dokonanych na tle seksualnym w latach 1964 - 1970. Za namową innego więźnia czekając na wyrok Marchwicki spisał swoje wspomnienia, w których ujął także okres pobytu na robotach. Niestety już tu ujawniły się jego zboczone skłonności. Najpierw uwiodła go niemiecka gospodyni Ema, której mąż był w tym czasie na froncie. W innym miejscu gospodyni przyłapała Marchwickiego na zoofilii, za co został aresztowany, pobity na Gestapo, a następnie wywieziony do obozu w Kędzierzynie. Po odbyciu kary znów wrócił do pracy w Prudniku. W obu wspomnianych już relacjach robotników przymusowych ich gospodarze chcieli ich ewakuować przed nadchodzącym frontem. Stefania Janczak jeszcze w pierwszym dniu ewakuacji wróciła sama do gospodarstwa w Szybowicach, a tam doczekała frontu wraz z innymi Polakami, którzy uciekli z robót. Wspólnie przygotowali sobie kryjówkę. Jan Szwarc ewakuował się z kilkoma braćmi zakonnymi aż do Jesenika. Zamieszkali w domu pewnego gospodarza, który aż do maja 1945 roku miał na ścianie portret Hitlera. Szwarc pierwszy wrócił przez Głuchołazy do Nysy i pierwszy zobaczył ślady po masakrze w klasztorze, w czasie której żołnierze rozstrzelali zakonników. Przymusowi robotnicy, którzy dobrze znali teren i miejscowych, często trafiali do pierwszej polskiej administracji na Ziemiach Odzyskanych. Czasem sytuacja odwracała się do tego stopnia, że to oni dozorowali pracę przymusową, na którą skazywano miejscowych Niemców. Stefania Janczak na prośbę jednego ze swoich szybowickich sąsiadów zajęła jego dom. Miała go pilnować, żeby gospodarz mógł spokojnie wyjechać do Niemiec. 20 lat po wojnie przyjęła w tym domu pierwszego Niemca, który odwiedził Szybowice, żeby zobaczyć co się zmieniło.
Gdy 2 maja 1945 Armia Czerwona wraz z oddziałami 1. Armii Wojska Polskiego zdobyła Berlin, w mieście przebywało ok. 370 tys. robotników przymusowych. Ich los przybliżają wystawa zewnętrzna i wirtualny projekt. „Berlin był w tamtym czasie dosłownie usiany barakami. (...) Całe miasto, razem z jego obrzeżami, tworzyło rozciągający się na ogromnej przestrzeni jeden wielki obóz, wciśnięty między budynki mieszkalne i biurowe, pomniki, dworce, fabryki”. Tak wspominał sytuację w stolicy nazistowskich Niemiec François Cavanna, były francuski robotnik przymusowy i późniejszy współzałożyciel satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”. 2 maja 1945 r., w dniu kapitulacji Berlina, w mieście przebywa jeszcze około 370 tys. robotników przymusowych z całej Europy. Są wśród nich jeńcy wojenni, tzw. cywilni robotnicy – głównie Polacy i „Ostarbeiter” – deportowani z terenu b. ZSRR, traktowani jeszcze gorzej od i tak żyjących już w nieludzkich warunkach Polaków. Wszyscy muszą pracować do końca. „Wielu ludzi ginie w drodze do pracy, chociaż ‘praca’ jest przesadą. Powiedzmy, że jak roboty udają się do swojego miejsca pracy, o ile ono jeszcze istnieje” – fragment wspomnień b. francuskiego robotnika przymusowego Marcela Eloli, 16 kwietnia 1945. Dwie trzecie robotników przymusowych było zmuszanych do pracy w rolnictwie, pozostali w fabrykach czy przy budowie dróg „Jak mamy skończyć, jeżeli nas ciągle bombardują?” Jedną z tych, którzy mimo bombardowań codziennie muszą dotrzeć do pracy, jest Wanda Tworkiewicz, w październiku 1943 r. przywleczona do Berlina z Łodzi. Po pobycie w obozie w Brandenburgii trafia do obozu dla robotników przymusowych Berlin-Johannisthal. Pracuje w fabryce samolotów Henschel. Podczas bombardowania w Boże Narodzenie 1943 obóz zostaje doszczętnie zniszczony. Wanda Tworkiewicz, która ratuje się wybiegając z baraku przykryta tylko kocem, zostaje przeniesiona do Schoenefeld. Codziennie musi iść piechotą do pracy, w prostej linii jakieś 10 km. Fragment jej wspomnień: „Na urodziny Hitlera, 20 kwietnia, nadleciały samoloty aliantów i zrzuciły nad naszymi fabrykami ulotki. Krążył wśród nas dowcip, że na urodziny Hitlera nie zrzucają bomb, tylko ulotki. Nie wiem, co na nich było”. Kolega ze Śląska wytłumaczył jej po polsku, że „mamy teraz skończyć z pracą”. „Jak mamy skończyć, jeżeli nas ciągle bombardują?” – odpowiedziała. 23 kwietnia 1945 obóz w Schoenefeld, gdzie przebywa Wanda Tworkiewicz, zostaje wyzwolony. Zrzucane nad Berlinem ulotki są ważną częścią wojny psychologicznej prowadzonej przez aliantów. Niemieckich żołnierzy wzywają do rzucenia broni, ludność cywilną, w tym robotników przymusowych, do przerwania pracy i stawiania oporu. Naziści do ostatnich dni wojny karzą więzieniem lub śmiercią za posiadanie takiej ulotki lub przekazanie jej dalej. Oznaka identyfikująca Polaków Oryginalną taką ulotkę, zachowaną przez byłego polskiego robotnika przymusowego Józefa Przedpełskiego – we wrześniu 1944 razem z ciężarną żoną wywiezionego do Berlina z Łodzi – można zobaczyć na blogu Centrum Dokumentacji Pracy Przymusowej Berlin-Schöneweide. – Jeżeli nasi goście nie mogą dotrzeć na nasze wystawy, my docieramy z naszymi wystawami do nich – argumentują pracownicy Centrum, które jak wiele placówek muzealnych i kulturalnych w czasach koronakryzysu przeniosło swoją działalność do Internetu. Blog jest prowadzony od 1 kwietnia do końca maja w ramach projektu przygotowanego z okazji 75. rocznicy zakończenia II wojny światowej: „1945. Nazistowskie obozy pracy przymusowej w Berlinie. Koniec, ale jeszcze nie po wszystkim”. Zainteresowani znajdą tam fragmenty wspomnień byłych ofiar pracy niewolniczej, zdjęcia, listy, dokumenty. Gehenny ciąg dalszy „Rosjanie są pod Berlinem. Widzi się setki rosyjskich maszyn, walących w niemiecką artylerię. Eskadry jedna po drugiej nieustannie uderzają w zgromadzone w Berlinie niemieckie wojska, a my jesteśmy w środku tego wszystkiego i na nasze głowy spadają bomby, które zostały po niemieckich ‘panach’. (...) Krótko mówiąc, stało się jasne, że tkwimy w pułapce. Tylko odwagi, teraz naprawdę chodzi już tylko o to, by ratować własną skórę” – ze wspomnień b. włoskiego robotnika przymusowego Pietro Cavedaghiego, 18 kwietnia 1945. Wśród 14 tys. osób kierowanych w Berlinie do prac związanych z obroną przeciwlotniczą gros stanowią robotnicy przymusowi. Są zmuszani do rozbrajania bomb, usuwania ruin, wydobywania z gruzów i chowania zwłok, kopania okopów. Groby polskich i rosyjskich robotników przymusowych na cmentarzu Św. Jadwigi (St-Hedwig-Friedhof) w berlińskiej dzielnicy Lichtenberg „Przed wkroczeniem Armii Czerwonej większość ludzi została wysłana do kopania okopów i innych prac poza fabryką. Ci, którzy zostali w zakładach, demontowali, konserwowali i zatapiali lepsze maszyny w kanale” – ze wspomnień b. polskiego robotnika przymusowego Euzebiusza Wiktorskiego. Podczas usuwania ruin ludzie próbują znaleźć coś do jedzenia, przyłapani, karani są śmiercią za „plądrowanie”. W ostatnich dniach wojny nie mają nic – jedzenia, wody, ubrania, bezpiecznego dachu nad głową. Ich codzienność to strach przed bombami, przed reżimem i też niemiecką ludnością cywilną, która ze strachu przed aktami zemsty profilaktycznie morduje robotników przymusowych i już uwolnionych więźniów obozów koncentracyjnych. Wczesnym latem 1945 wielu byłych robotników przymusowych z Zachodniej i Południowej Europy może wrócić do domu, o własnych siłach albo z pomocą transportów organizowanych przez aliantów. Byli robotnicy przymusowi z krajów Europy Wschodniej, zwłaszcza z ZSRR, boją się wracać. Dla wielu powrót do domu z Niemiec oznacza podejrzenie zdrady ojczyzny i kolaboracji z nazistami, co równa się dalszemu ciągowi gehenny. Codzienność milionów ludzi W latach 1938-1945 w całych Niemczech przebywało na robotach przymusowych blisko 6,5 miliona osób cywilnych. Największą grupę, ponad 4 mln 200 tys., stanowili mieszkańcy okupowanych terenów Europy Wschodniej – Czechosłowacji, Polski, Jugosławii i ZSRR. 2 mln 155 tys. pochodziło z krajów Europy Zachodniej – Francji, Norwegii, Danii, Holandii, Belgii, Włoch, Grecji. Wystawa na wolnym powietrzu - Centrum Dokumentacji Pracy Przymusowej Berlin-Schöneweide Polacy stanowili, po robotnikach przymusowych z b. ZSRR (2 mln 165 tys.), największą grupę ofiar pracy niewolniczej (we wrześniu 1944 było to 1,7 mln). Dekrety polskie z 8 marca 1940 usankcjonowały ich dyskryminację i wyzysk. Jako pierwsi cudzoziemcy Polacy zostali zmuszeni do noszenia identyfikującej ich oznaki z literą „P”. Tylko w Berlinie istniało w latach 1939-1945 ponad tysiąc obozów dla robotników przymusowych, sto z nich w przemysłowej dzielnicy Treptow. 20 proc. robotników przemysłowych stanowiły kobiety. W latach 1939-1945 też tylko w Berlinie znajdowało się 21 tzw. podobozów i komand zewnętrznych obozów koncentracyjnych, administracyjnie podlegających KL Sachsenhausen. Od jesieni 1944/45 przebywało w Berlinie około 10 tys. więźniów KL zatrudnionych do pracy niewolniczej, głównie w przemyśle zbrojeniowym. W połowie kwietnia 1945 zostali wysłani na Marsze śmierci. „Żaden więzień nie może się dostać w ręce aliantów”, rozkazał 14 kwietnia 1945 Reichsführer-SS Heinrich Himmler. Te i inne informacje na temat pracy przymusowej, jej genezy i historii, w tym polskich robotników przymusowych, a także późnych odszkodowań dla ofiar pracy niewolniczej przekazuje wystawa na wolnym powietrzu prezentowana przez Centrum Dokumentacji Pracy Przymusowej Berlin-Schöneweide: „Praca przymusowa w Berlinie 1938-1945”. 12 tablic umieszczonych na ogrodzeniu Centrum przy Britzer Strasse jest częścią pokazywanej tam, a ze względu na koronakryzys niedostępnej dla publiczności, stałej wystawy „Codzienność i praca przymusowa 1938-1945”. Chcesz mieć stały dostęp do naszych treści? Dołącz do nas na Facebooku!
Dopiero 66 lat po wojnie - i 10 lat po przyznaniu Polakom świadczeń z tytułu niewolniczej pracy na rzecz III Rzeszy - ostatni poszkodowani uzyskali do nich prawo. Odrzucano bowiem wnioski osób, które nie były (w świetle naszych przepisów) deportowane na roboty przymusowe do Niemiec lub ZSRR, tylko zatrudniane blisko swojego domu. Ustawa, która to zmieniła, weszła już w życie. Poszkodowani mogą składać wniosek o przyznanie całej Polsce prawo do świadczeń niemieckich za lata niewolniczej pracy miało ponad 500 tys. osób. Niestety - wielu robotników przymusowych wykluczono z wypłat. Ustawa z maja 1996 r. dawała do nich prawo tylko osobom deportowanym na roboty. Tym, którzy przymusowo pracowali niewolniczo na terenie państwa polskiego według map sprzed 1 września 1939 roku odmawiano świadczeń. Zmieniła to nowelizacja ustawy, którą już podpisał prezydent Bronisław Komorowski. - Ustawa ta jest konsekwencją wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 16 grudnia 2009 roku. Zgodnie z treścią nowelizacji, prawo do świadczenia pieniężnego z tytułu deportacji do pracy przymusowej na okres co najmniej 6 miesięcy przysługuje również osobom deportowanym do pracy przymusowej w granicach terytorium państwa polskiego sprzed dnia 1 września 1939 roku - informuje Jan Stanisław Ciechanowski, kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Podpisana przez prezydenta ustawa nie precyzuje odległości miejsca pracy przymusowej od poprzedniego miejsca zamieszkania - dodaje Janusz Lasota, prezes Śląskiego Zarządu Wojewódzkiego Stowarzyszenia Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę (SPP). - Na mocy ustawy możliwe jest również wznowienie sprawy na wniosek zainteresowanej tej możliwości - wedle SPP - zamierza skorzystać wiele osób, których wnioski o świadczenia były wcześniej odrzucane przez Fundację Polsko-Niemieckie województwie śląskim, gdzie żyje wiele osób wywiezionych do przymusowej pracy, bardzo potrzebne było także wsparcie prawników i doradców, jak skorzystać z różnych form pomocy. SPP w Katowicach - dzięki podpisaniu umowy z Fundacją PNP - ponownie od kwietnia 2011 r. uruchomiło ośrodek konsultacyjny (Katowice, ul. Wojewódzka 20, tel. 32 251 37 48).Spraw do załatwienia - zwłaszcza w ochronie zdrowia - jest więcej. Dlatego Stowarzyszenie Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę zaczęło zachęcać do programu "Szpitale przyjazne kombatantom". Dziś realizowany jest w sześciu województwach, w tym w śląskim. Bierze w nim udział na terenie kraju 130 placówek służby czekaGdzie można się starać o nadanie statusu represjonowanego lub kombatanta? Jest to:Urząd do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanychul. Wspólna 2/4 00-926 Warszawae-mail: [email protected]tel. 22 661 81 29, 22 661 87 06faks: 22 661 90 73Punkt informacyjny, pokój 0016 czynny:poniedziałek w - piątek w pomocOsoby represjonowane mają takie same prawa jak kombatanci: - do dodatków wypłacanych przez ZUS,- ryczałtu energetycznego,- zniżek komunikacyjnych,- pierwszeństwa do środowiskowej opieki socjalnej w miejscu zamieszkania, uzyskania miejsc w domach pomocy inwalidzi mają także prawo do:- renty inwalidy wojennego,- ulg w komunikacji; I grupa inwalidzka ma 78 proc. ulgi,- bezpłatnego otrzymania motorowego wózka inwalidzkiego albo do pomocy finansowej na częściowe pokrycie kosztu zakupu przydzielonego mu samochodu osobowego (jeśli inwalidztwo w znacznym stopniu utrudnia poru-szanie się i korzystanie z publicznych środków lokomocji),- bezpłatnego korzystania z odbiorników radiowych i telewizyjnych- w ramach opieki zdrowotnej - do bezpłatnych leków i wyrobów medycznych ortopedycznych w ramach limitu podatkowego, a także do pomocy ambulatoryjnej licznych specjalistów - bez skierowania od lekarza się o świadczenia należne represjonowanymJak uzyskać uprawnienia osoby deportowanej do pracy przymusowej?Decyzję wydaje kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych na podstawie udokumentowanego wniosku osoby zainteresowanej. Należy dołączyć:- wypełniony czytelnie i podpisany kwestionariusz,- dowody potwierdzające deportację do pracy przymusowej (np. dokumenty z miejsca wykonywania pracy przymusowej, zaświadczenia właściwych instytucji, urzędów i archiwów; dowodem w sprawie mogą być również oświadczenia świadków),- opinię wystawioną przez stowarzyszenie właściwe dla określonego rodzaju doznanych represji,- osoby działające przez pełnomocników powinny również dołączyć odpowiednie udzielane są bezpłatnie, nie ma też obowiązku zapisywania się do jakiegokolwiek stowarzyszenia. Kopie dokumentów powinny być poświadczone za zgodność z oryginałem. Może tego dokonać notariusz, urząd wojewódzki lub gmina, upoważniony przedstawiciel stowarzyszenia kombatanckiego.
W historii II wojny światowej znane są wielkie bitwy i przerażające opisy masowych zbrodni w obozach koncentracyjnych. Los wielu zwykłych ludzi, zamienionych podczas niemieckiej okupacji, jest jakby mniej medialny, a co za tym idzie mniej popularny. Stąd też ciszej o nim w mediach, mniej jest konferencji naukowych temu tematowi poświęconych. Historycy szacują, że w czasie wojny robotnikami przymusowymi zostało około 3 milionów Polaków. We Wrocławiu było ich wielu, warto przypominać ich wojenne losy. Ludzie ze znakiem P Nastawiona na tryb wojenny niemiecka gospodarka potrzebowała wielu rąk do pracy, wielu mężczyzn poszło przecież na front. W tym celu przymuszano obywateli i obywatelki wielu krajów podbitej II Rzeczpospolitej. Korzystano z ludzi zarówno z terenów przyłączonych do Rzeszy, głównie z Wielkopolski i Śląska, a także z zamieszkujących tak zwaną Generalną Gubernię, w tym wypadku początkowo Małopolskę, później także i Mazowsze z Warszawą na czele, duże transporty pojawiły się zwłaszcza po upadku Powstania Warszawskiego. Polscy robotnicy przymusowi znaleźli się w wielu miastach III Rzeszy, także i w ówczesnym Breslau. Warunki pracy i życia Robotnicy przymusowi byli traktowani jak niewolnicy. Normą były kilkunastogodzinne dni robocze, niezależnie od tego, gdzie byli zatrudnieni. Dostawali za swoją pracę niewielkie wynagrodzenie, zazwyczaj trzykrotnie niższe niż Niemcy na tych samych stanowiskach. Obowiązywały ich surowe reguły poruszania się po mieście, zazwyczaj mieli jedynie wolne niedziele. W przypadku dziewcząt zatrudnionych w roli pomocy domowej, wolne były jedynie co drugie niedziele. W miarę upływu lat wojny sytuacja robotników przymusowych w Breslau pogarszała się, zgodnie zresztą z sytuacją wojsk niemieckich na froncie i rosnącymi problemami z zaopatrzeniem. Poza wyczerpującą pracą fizyczną, robotnicy przymusowi w mieście szykanowani byli również psychicznie. Zostali przymuszeni do noszenia na odzieży naszytej litery P, dopiero później w podobny sposób potraktowano w III Rzeszy Żydów, noszących gwiazdy Dawida. Miało to służyć ich natychmiastowemu rozpoznaniu, wiele miejsc użyteczności publicznej w mieście nosiło tabliczki zabraniające wstępu Żydom, Polakom i psom. Za najlżejsze przewinienia napotykały robotników kary i szykany, tak fizyczne jak i psychiczne. Wielu za odmowę wykonania polecenia służbowego lub inne przestępstwa trafiło do więzienia lub obozu koncentracyjnego, najczęściej do Gross-Rosen, położonego w pobliżu Strzegomia. Robotnicy przymusowi mieszkali w bardzo trudnych warunkach lokalowych, wielu z nich w obozach pracy, licznie rozlokowanych na obszarze całego miasta. Bardzo liczna grupa więźniów pojawiła się w największym z nich, Burgweide (dziś Sołtysowice) po upadku Powstania Warszawskiego. Oprócz tego istniały jeszcze obozy na Osobowicach, Tarnogaju, Klecinie, a także w rejonie Dworca Świebodzkiego, dla obsługi fabryk mieszczących się w rejonie dzisiejszej ulicy Robotniczej. Organizacja Olimp Polacy przywiezieni do pracy przymusowej próbowali się organizować i wspierać wzajemnie, jednak było to niezwykle utrudnione w obcym dla nich mieście. Pewną pomocą były działania podejmowane przez Polonię w Breslau, której członkowie znali miasto i sposoby jego funkcjonowania. Najbardziej znaną z takich prób samoopomocy była organizacja „Olimp”, dość szybko rozbita przez gestapo, głównie poprzez jej powiązania z Armią Krajową i prowadzoną na jej rzecz akcją wywiadowczą, działającą pod kryptonimem „Stragan”. Jej historia jest tak fascynująca, że zasługuje na osobne potraktowanie. Po wojnie Wiele osób ze znakiem P przeżyło oblężenie twierdzy Breslau, wielu z nich pozostało już na stałe w polskim już mieście. Z symbolu swojego upokorzenia byli robotnicy przymusowi uczynili przedmiot dumy, działając czynnie o pielęgnowanie wspomnień robotników przymusowych we Wrocławiu. Przez lata tworzyli odrębny klub w ramach Towarzystwa Miłośników Wrocławia, dbając o zbieranie relacji z tamtych lat. W roku 1995 wspomnienia te ukazały się w publikacji zatytułowanej „Niewolnicy w Breslau – Wolni we Wrocławiu”. Od 1992 roku jeden z wrocławskich skwerów, położony przy ulicy Prusa, nosi imię Ludzi ze znakiem P, na samym skwerze stoi również pomnik poświęcony pamięci wrocławskich robotników przymusowych.
O PORTALU Portal to codzienny serwis historyczny, setki artykułów dotyczących przede wszystkim najnowszej historii Polski, a także materiały wideo, filmy dokumentalne, archiwalne fotografie, dokumenty oraz infografiki i mapy. Więcej Polska w XX wieku Wystawę "Praca przymusowa. Niemcy, robotnicy przymusowi i wojna" otwarto w środę w Arkadach Kubickiego na Zamku Królewskim w Warszawie. Ta ekspozycja stanowi hołd złożony ofiarom systemu totalitarnego III Rzeszy - napisał prezydent Bronisław Komorowski w liście do przybyłych. Wystawa przygotowana przez międzynarodowy zespół Fundacji Miejsc Pamięci w Buchenwaldzie i Mittelbau-Dora, została zainicjowana i sfinansowana przez Fundację "Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość". "(Ta ekspozycja - PAP) świadczy o tym, że potrafimy toczyć dialog służący prawdzie o tragicznej historii, zadośćuczynieniu i pojednaniu. System pracy przymusowej jest jednym z wciąż zbyt mało znanych aspektów niemieckiej okupacji w Europie. Jeńcy wojenni zamknięci w gettach, więźniowie obozów koncentracyjnych, cywile w okupowanej Europy byli pozbawiani godności i zmuszani do niewolniczej pracy stając się ofiarami jednego z najbardziej okrutnych reżimów w historii ludzkości" - napisał Bronisław Komorowski, dodając, że ekspozycja stanowi hołd złożony ofiarom systemu totalitarnego III Rzeszy. "Praca przymusowa oznaczała zniewolenie, trwałe bezprawie, samowolną przemoc, publiczne upokorzenia. Jest ona częścią niewyobrażalnych rozmiarów cierpienia, które Niemcy zadali Polakom i przedstawicielom innych narodów (...) Jednak to nie zbrodnie w końcu zwyciężyły, ale pojednanie i nowe ludzkie współistnienie. My Niemcy jesteśmy głęboko wdzięczni, że Polacy byli do tego gotowi" - podkreślił w liście prezydent Niemiec Joachim Gauck. List skierował też do przybyłych na środowe otwarcie wystawy prezydent Niemiec Joachim Gauck. Przypomniał on, że ofiarami pracy przymusowej stało się 20 mln osób z niemal każdego kraju Europy. "Wykorzystywani byli wszędzie - w zakładach zbrojeniowych i w gospodarstwach domowych, w fabrykach i w rolnictwie. Prawie nie było miejsca, w którym nie byłoby pracy przymusowej. Praca przymusowa oznaczała zniewolenie, trwałe bezprawie, samowolną przemoc, publiczne upokorzenia. Jest ona częścią niewyobrażalnych rozmiarów cierpienia, które Niemcy zadali Polakom i przedstawicielom innych narodów (...) Jednak to nie zbrodnie w końcu zwyciężyły, ale pojednanie i nowe ludzkie współistnienie. My Niemcy jesteśmy głęboko wdzięczni, że Polacy byli do tego gotowi" - podkreślił prezydent Niemiec. Wystawę "Praca przymusowa. Niemcy, robotnicy przymusowi i wojna" otwiera część poświęcona okresowi przedwojennemu Niemiec, ukazująca przemoc i wykluczenie, jakim poddano komunistów pokonanych przez nazistów w wyborach, przedstawicieli związków zawodowych, ale przede wszystkim Żydów, a także Romów i Sinti. Ukazano tam pierwsze obozy pracy, a także ostracyzm, prześladowania i pierwsze pogromy, jakie ich spotykały. Drugi segment ekspozycji ukazuje działania propagandowe wzywające do "zwiększenia przestrzeni życiowej" Niemców, co stanowiło preludium do zbliżającego się konfliktu zbrojnego. Kolejny fragment przedstawia sytuację po wybuchu wojny, kiedy Niemcy zaczęli wykorzystywać ludność okupowanych krajów jako siłę roboczą. Robotnicy przymusowi pracowali na rzecz firm niemieckich, w przemyśle zbrojeniowym, rolnictwie, budownictwie czy przy umocnieniach Wału Atlantyckiego. Szczególnym represjom poddano Żydów, którzy oprócz obozów pracy, byli także masowo zsyłani do obozów koncentracyjnych i zagłady. Po wybuchu wojny III Rzeszy i ZSRR do represjonowanych dołączyli jeńcy sowieccy, którzy początkowo umieszczani w obozach przejściowych, później byli kierowani do wyjątkowo ciężkiej pracy np. pod kołem polarnym w Norwegii. W dalszej części ukazano próby rekrutacji dobrowolnych robotników z krajów okupowanych, które nie przyniosły większych rezultatów. Do oporu wobec nich wzywały organizacje podziemne w całej Europie. Dla zwiększenia liczby pracujących organizowano wtedy nie tylko masowe aresztowania, ale również uliczne łapanki. Wobec robotników stosowano przemoc i terror, do nadzoru nad nimi wzywając wszystkich Niemców. Mimo to notowano wiele ucieczek, próby protestu i sabotażu. Pod koniec wojny wielu robotników przymusowych było mordowanych, często w masowych egzekucjach. Ekspozycję zamykają powojenne losy ofiar pracy przymusowej. Ich losy także po wyzwoleniu były trudne, spotykali się z obojętnością, a nawet wrogością, jako pracujący na rzecz okupanta. Po procesach norymberskich i rozpoczęciu "zimnej wojny" temat pracy przymusowej był wypierany, dopiero w latach 70. pojawiły się pierwsze inicjatywy zmierzające do przypomnienia ofiar i zadośćuczynienia im za krzywdy. Ekspozycja będzie czynna do 8 marca. Wystawę honorowym patronatem objęli prezydenci Polski i Niemiec. (PAP) akn/ ls/ mow/ NAJNOWSZE Wystawa sztuk wizualnych Susan Mogul w Zachęcie – od 5 sierpnia 100 lat temu zmarł Graham Alexander Bell – wynalazca telefonu Polonia nowojorska czci rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego Pięć lat temu zmarła Wanda Chotomska 2 sierpnia Romowie upamiętnią przodków zgładzonych przez Niemców Newsletter Oświadczam, że wyrażam zgodę oraz upoważniam Muzeum Historii Polski, ul. Mokotowska 33/35, W-wa (dalej MHP) jako Administratora danych osobowych oraz wszelkie podmioty działające na rzecz lub zlecenie MHP do przetwarzania moich danych osob. (e-mail) w zakresie i celach niezbędnych do otrzymywania newslettera od dnia wyrażenia tej zgody do jej odwołania. Jestem świadomy/a, że mam prawo w dowolnym momencie odwołać zgodę oraz że odwołanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody udzielonej przed jej wycofaniem. Jestem też świadomy/a, że przysługuje mi prawo dostępu do moich danych, do ich sprostowania, do ograniczenia przetwarzania, do przenoszenia danych, do sprzeciwu wobec przetwarzania. COPYRIGHT Wszelkie materiały (w szczególności depesze agencyjne, zdjęcia, grafiki, filmy) zamieszczone w niniejszym Portalu chronione są przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Materiały te mogą być wykorzystywane wyłącznie na postawie stosownych umów licencyjnych. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników Portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, bez ważnej umowy licencyjnej jest zabronione.
robotnicy przymusowi w niemczech lista